Tego wspomnienia tak naprawdę z pewnego względu miało nie być, jednak postanowiłam inaczej, powróciwszy z Jego pogrzebu. On, Włodek Szczepanik, popularny “Waciak”, również w ostatnim czasie przeniósł się do wieczności. Chociaż nigdy nie byliśmy jakoś szczególnie zżyci, nie wiem czy w ogóle zagraliśmy w parze, chciałabym kilkoma wspomnieniami oddać Mu ostatni hołd. 

Jako młodziutki arbiter brydżowy, dopiero uczący się rzemiosła, chciałam upomnieć w jakiejś sprawie Piotra Kalinowskiego, wieloletniego partnera “Waciaka”. Nie znałam danych osobowych Piotrka, wiedziałam jednak, że ma pseudonim “Wuj”, niewiele myśląc wypaliłam: “yyy… panie Wuju?”, na co lekko rozweselony pan Szczepanik: “Tylko się nie pomyl”. Dopiero “po służbie”, zapytawszy innego uczestnika turnieju, do czego, do jakiej pomyłki przepijał “Waciak”, wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. I właśnie takie poczucie humoru miał Włodzimierz. Specyficzne, nieco rubaszne, dla niektórych może prostackie, dla tych, którzy je rozumieli – niepowtarzalne. Ja sama po pewnym czasie dopiero zrozumiałam, że to nie jest nic ad personam, że Włodek tak po prostu ma. Niejednokrotnie dochodziło do moich z nim słownych utarczek, w których moje riposty rozpoczynały się od słów: “gdybyś to nie był ty…”. 

Włodzimierz traktował brydża przede wszystkim rozrywkowo, jednak umiał tyle, że takie podejście wystarczyło. Podczas rozgrywek III ligi chciał przede wszystkim spędzić miło czas z wieloletnimi znajomymi, a to, że oprócz tego wynik “robił się sam”, to inna sprawa. W mojej ówczesnej drużynie mówiło się nawet “Waciakowi to lustro postawić, on sam pociągnie”.  Z tego, co opowiadali doświadczeni drugoligowcy, na wyższych szczeblach już tak różowo nie bywało- słynna tutaj jest anegdota o tym, jak to Waciak końcówki siebenem bronił. Z jakim skutkiem, chyba nie trzeba mówić. 

Nie tak dawno temu doświadczyłam niesamowitego, jak na żółtodzioba, awansu. Mój ówczesny partner wprowadził mnie w szeregi Kolejarza II, do “Waciaka” i spółki. Pod prawie każdym względem był to wspaniały rok. Szamolinho, kapitańska ręka, twarda ale dobra i sprawiedliwa. Gerard, chodząca kultura osobista, dżentelmen w każdym calu. “Wujo”, Maciek i Marek, wspaniali kumple po dziś dzień. I on, który jako jedyny miał odwagę powiedzieć prawdę w każdej sytuacji. Także tej, zdawało się, niewygodnej dla dobra ogółu.  Mimo, iż moja przygoda z “Dwójeczką” skończyła się po tamtym sezonie, kontakty zostały. Z Włodkiem i “Wujem” na czwartkowych turniejach zawsze rozmawialiśmy i żartowaliśmy.  

Tak jak w większości przypadków, również i te kontakty osłabił COVID. Utrzymywałam jednak w miarę możliwości kontakt z “Szamołkiem” i to od Niego wiedziałam o problemach Włodka. No cóż, smutne – niech wraca, niech dobrzeje- myślałam. Na ten sezon, 2020/2021, mój powrotny w III lidze, w innej drużynie Kolejarza, Włodzimierz figurował w składzie “Dwójeczki”. Nie zagrał jednak ani rozdania, co było jednym z czynników mających wpływ na to, że “bracia Kolejarze” bili się nie w finale, a w niższych odmętach tabeli.  

Dziś Włodek pewnie spotkał się już ze zmarłą tak niedawno Basią, Tam u Góry, Tam, gdzie żaden partner na drugiego głosu nie podnosi… 

Śpij, kolego, w ciemnym grobie, 
Niech się awans przyśni Tobie! 
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.