Mam nadzieje, że ten artykuł nie jest pożegnaniem, jednak z racji tego, że wyczerpuje nam się arsenał walki o naszego kolege, zdecydowałam się go napisać. Może w kimś się obudzi cheć pomocy, ktoś dostanie telefon z nieba co zrobić, a może sam Rysio to przeczyta….

O tym, że z Rysiem dzieje się coraz gorzej, wiedzieliśmy już od dobrych kilku lat. Prawdopodobnie już w momencie, kiedy ja wkraczałam we wrocławski świat brydżowy, mocno chorował. Tym niemniej, jeszcze do niedawna znajdował w sobie pokłady energii tak duże, żeby bezpardonowo opieprzać każdego, z kim grał.  Mój pierwszy turniej z Rysiem zagrałam, kiedy umiałam jeszcze mniej niż teraz, zupełnie przypadkowo. Miłościwie nam panujący redaktor niniejszej strony dobrych kilka lat temu postanowił zorganizować Jesienny Puchar Wrocławia, coś na kształt lokalnego Grand Prixa. Jako, że mój ówczesny partner, co prawda niezły gracz, lecz z uwagi na to że pracownik akademicki, był mocno niedyspozycyjny, a ze względu na swoją burzliwą młodość, z połową populacji byłam pospinana, nie miałam z kim zagrać. Ze smutkiem obserwowałam, jak tworzą się kolejne pary, aż zobaczyłam, że pan Rolka w dalszym ciągu z nikim się nie umówił. No to “W Rzymie być, a papieża nie widzieć” i tak wkreciłam się do turnieju, ponieważ Ryszard propozycje gry z nieobliczalną małolatą ochoczo przyjął. Treningowo zagraliśmy jeden czwartek, wylądowaliśmy bodaj na drugim- totalnie z haka, bez żadnych ustaleń. Rysiek okazał się przemiłym partnerem, nie wiem czy nie chciał deprymować słabego partnera, czy po prostu jakoś tam mnie lubił. Był spokojny do tego stopnia, że Docent ośmielił się przyśmieszkować “Czy jest na sali Ryszard Rolka?” Grand Prix Wrocławia również nie poszło nam dramatycznie. Okazało się, że łączy nas miłość do piłki nożnej, obydwoje oglądamy “Ekstraklape”, zawsze było się z kim pośmiać z wyczynów naszych kopaczy.

Brydżowo kontakt straciliśmy na dwa lata, ponieważ Rysiek miał stałą partnerke, a ja próbowałam z różnymi osobami. Potem wiadomo – pandemia, pocztą pantoflową dowiedziałam się o śmierci żony Ryszarda, jak również o tym, że jeszcze bardziej zapadł się w sobie. Paradoksalnie naszą przyjaźń rozpoczął wspólny cios- choroba i śmierć Barbary. Zaczeliśmy rozmawiać, nie tylko o brydżu, okazał się bardzo miłym rozmówcą, dowcipnym. Dużo rozmawialiśmy także po turniejach, które zaczeliśmy grać wspólnie. Było różnie, lepiej, gorzej, wielu z Was pewnie nie raz mi powiedziało “Wiewiór, co ty odwalasz, sama nic nie umiesz a tylko na tym stracisz”. Niektórzy z Was posuwali się nawet do tworzenia głupich plotek, o tym co miało, a co nie miało miejsca miedzy mną a sedziwym zawodnikiem. Kilku z towarzystwa (Jeż Malkiewicz, Robert, pan Haber, Zygmunt Adamski, generalnie cały Normazet) zawsze spieszyło z pomocą, jeżeli chodzi o przezwycieżanie przeciwności, zwłaszcza tych, które wystąpiły po stronie Ryszarda. I za to Wam dziekuje, że rozumieliście i rozumiecie, że turnieje z szurnietym Wiewiórem przedłużały jaki taki dobrostan naszego kolegi.

Niestety, po turnieju który graliśmy w moje trzydzieste trzecie urodziny, Rysiek zniknął. Przez moment miał jeszcze włączony telefon, później jednak niestety do akcji wkroczył jego syn. Z sobie tylko wiadomych powodów odebrał ojcu aparat, impertynencko potraktował także kilku z naszych, którzy próbowali odwiedzić przyjaciela. Wiem, że były różne zgłoszenia, w różnych instytucjach, jednak skutek póki co mizerny.

Dlatego zwracam się z apelem, jeżeli ktoś ma jakąś możliwość sprawdzenia, co tam się dzieje, może pomysł, jak obejść ten bastion, niech zareaguje. Już nie chodzi o mnie, jeżeli możliwości pomocowe ma osoba, z którą jestem w konflikcie- potem, post factum, możemy się dalej nie odzywać, nie zauważać etc, ale tu chodzi o naszego kolege, który przez długie lata był jednym z nas…

Rysiu, jeżeli jakimś cudem znajdziesz się przy komputerze i to przeczytasz, wiedz, że masz tutaj zawsze po co wracać, masz przyjaciół, którzy Ci pomogą, co by Ci się nie działo. Jeżeli masz możliwość, daj znać przynajmniej jednej osobie, co się z Tobą dzieje. I pamietaj, że prawdziwa przyjaźń nie kończy się wtedy, kiedy zaczynają się problemy. Czekamy na Ciebie.

5 Komentarzy

  • Anna Jankowska

    Kochani, nasz sedziwy kolega sie odnalazł, w niedługim czasie ma próbować wrócić na turnieje. Także dziekuje wszystkim, którzy brali udział w tej walce.

  • Wiewiór

    Szkoda tylko, że niektórzy dalej pozwalają sobie na plotki, zaczynając osobe, która sie sama nie obroni, lub operując informacjami, do których prawo ma jedna- dwie osoby w środowisku. Panowie, wiecej dojrzałości i empatii!

    • Lech Warężak

      Wprawdzie autor tego wpisu kryje się pod pseudo Wiewiór, ale wszyscy wiedzą kto zacz choćby po adresie no i mimo, że nie bardzo wiem o co chodzi, ten komentarz publikuję mając nadzieję że jest w nim trochę sensu.

  • Anna Jankowska

    Tak, Wiewiór to ja. Po prostu niektórych troche fantazja poniosła, a niniejszy komentarz miał ich stonować i dać do zrozumienia, że ludzie WIEDZĄ. Btw publikując z nazwiskami narażałabym sie na brak zamieszczenia tego komentarza. Myśle jednak, że czytający wiedzą wiecej niż nam sie wydaje. Wiec jeszcze raz apel, tym razem oficjalnie, Panowie, wiecej klasy i empatii!

    • Lech Warężak

      Nadal nie wiem o co chodzi, ale poczytajcie, może ktoś mnie oświeci. A co do braku nazwiska to wręcz przeciwnie, bez nazwisk nie udostępniam. A jeżeli, to są to wyjątki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.